Showing posts with label amusement park. Show all posts
Showing posts with label amusement park. Show all posts

Sunday, October 2, 2016

Universal - Harry Potter i spełnione marzenia

Hogwart
Kolejnym przystankiem na naszej trasie było Orlando - światowa stolica parków rozrywki. Jak niektórzy wiedzą, jestem ogromną fanką Harrego Pottera i to jego właśnie świat jest najnowszą częścią Universal Studios Theme Park - zespołu dwóch ogromnych parków rozrywki. Już wcześniej wiedziałam o tym, ale miejsce wydawało się raczej nieosiągalnym marzeniem. W ciągu lata snułam pomysły, że być może kiedyś... być może kiedyś mogłabym je zobaczyć. Jarałam się i oglądałam filmiki z parku, jednak ani przez moment nie przeszło mi przez głowę, że uda mi się namówić na to Murata. Nie sprawdzałam cen, ani możliwości, nie sprawdzałam niczego, jedyne co robiłam to marzyłam :). Jednak Murat podchwycił ten pomysł, zaczął coś przebąkiwać, że by była szansa. Zaczęłam nieśmiało sprawdzać oficjalną stronę, szukać cen. Ceny - kosmos - naprawdę. Pojawiły się pierwsze pomysły jak by to zrobić. Szukaliśmy tańszych biletów. zawsze w końcu ktoś mógł kupić je wcześniej i potem nie móc iść. Przeglądając couchsurfing, wpadłam na pomysł, aby napisać tam ogłoszenie. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! Odezwał się do nas chłopak, który studiuje w Orlando. Jako student ma zniżkę na większość okolicznych atrakcji. Zaoferował nam, żebyśmy spotkali się na jego uczelni i kupili na jego zniżce bilety. Nic nie chciał w zamian, po prostu miły gest. Dzięki niemu zaoszczędziliśmy prawie 200 dolarów.

Główne wejście

Parki są naprawdę duże i zadbane. Jest tam kilka części tematycznych, stworzonych z rozmachem i pomysłem. Połączone są ekspresem do Hogwartu (trzeba mieć specjalny rodzaj wejściówki, aby móc z niego skorzystać). Najbardziej oczywiście spodobał nam się Harry Potter, ale też Jurrasic park i Świat Mumi robiły wrażenie, 

Ekspres Hogsmead - King's Cross. Kupując dwudniowe wejściówki do obu parków, ekspres mieliśmy już w cenie.
Pierwszego dnia zwiedzaliśmy Island of Adventure, w którym znajduje się Hogsmead i Hogwart. Wchodząc do Hogsmead prawie się popłakałam ze wzruszenia. Wszystko było niesamowicie realistyczne, a ja jako dzieciak przecież miałam dostać list z Hogwartu! Można było naprawdę poczuć magię. Na ulicach pełnych, znanych nam z książek sklepików, czekały beczkowozy z piwem kremowym. Piwo było świetne, może ciut za słodkie, ale w końcu byliśmy w USA :).

Hogsmead

Miodowe królestwo
Czekoladowe żaby
Z piwem kremowym
Przygotowuje się do roku szkolnego ;)
 Nad wioską góruje Hogwart (prawie realistycznych rozmiarów, odwzorowany drobiazgowo i pięknie). W jego wnętrzu ukryty jest ride (chyba 7D), ale zanim do niego doszliśmy, mogliśmy przejść przez długie korytarze ciągnące się po różnych salach, znanych z serii - pokój gryfonów, gabinet Dumbledora, sala obrony przed czarną magią itd. Był to najlepszy ride w parku! Ogólnie atrakcji jest sporo. Na tym samym obszarze znajduje się kolejny zamek, którym głównym tematem jest konkurs trójmagiczny i jest on stacją wejściową dla dwóch Roller Coaster'ów. W nim także ukryte są różne znane z książek "smaczki" dla fanów.

Hogwart 
Drugiego dnia wybraliśmy się do Universal Studio, głównie zobaczyć ulice pokątna. O mało byśmy jej nie znaleźli, bo nie było żadnych znaków informacyjnych, Na szczęście okazało się że nie jesteśmy mugolami i po chwili zorientowaliśmy się, że za ścianą, pomiędzy budynkami, znajduje się przejście. A tam istny chaos! Mniej więcej  podobnie sobie wyobrażałam ta ulice podczas czytania książek. Rwetes i tłumy ludzi.

Dziura w ścianie przed ulicą Pokątną
 Bardzo wiernie odwzorowane sklep Wesley'ów i bank Gringotta, wprawiły nas w zachwyt :).Ciężko opisać to wszystko słowami, ale wszystkim fanom polecam z całego serca, przy okazji wizyty w USA. Mam nadzieję, że zdjęcia chociaż trochę uzupełnią  moje słowa :).


Bank Gringotta


Sklep Weasley'ów
Poza zwiedzaniem Universal Studios, pojechaliśmy także do centrum NASA na Cape Canaveral, ale o tym w następnym wpisie ;).


Sowia poczta


Wednesday, June 22, 2016

A jak to wszystko się zaczęło?

Nasz park


Tak właściwie przeglądając naszego bloga, dotarło do mnie, że brak tu jakiejkolwiek informacji o tym jak to do tego doszło, że pojechaliśmy za pierwszym razem do USA.

Wszystko zaczęło się 1,5 roku temu, gdy bardzo chcieliśmy zagospodarować sobie czas wakacyjny, ale ciężko było wykonać pierwszy krok i zdecydować się na cokolwiek. Przeglądając wszelakie oferty wyjazdów studenckich, wszędzie było "już za późno" i kropka. Ameryka wydawała się kosmicznie droga, kosmicznie odległa i nieprawdopodobna...
Dziwnym trafem nagle w ostatnim tygodniu lutego zdecydowaliśmy się na Work&Travel. Gdy dzwoniłam do biura podróży (wybór padł na Almatur - pozdrowienia dla Pana Nejmana!) w leniwy poniedziałek, byłam przekonana, że i tym razem okaże się, że jest za późno, ale jednak nie! Mieliśmy około dnia-dwóch na dopełnienie wszystkich formalności, a w piątek tego samego tygodnia rozmowę kwalifikacyjną w Warszawie. Biuro nam bardzo we wszystkim pomogło, nie straszny im był krótki termin jaki nam pozostał na dopełnienie wszystkich formalności, także z wyrozumieniem podeszli do terminów opłat. Wszystko udało się z mniejszymi, większymi trudnościami załatwić. Opłaty były dość wysokie, ale do przełknięcia - w końcu to miało być USA a nie Erasmus. Zdecydowaliśmy się na pracę w Williamsburgu w Wirginii, w znajdującym się tam parku rozrywki - Busch Gardenie. Pracodawca, którego wybraliśmy miał wciąż wolne miejsca i mogliśmy wybierać spośród trzech różnych grup stanowisk. Dołączyliśmy do Teamu Menchandise. Stawka godzinowa średnia - po odjęciu tax-ów 7,5 $.

Musieliśmy opłacić pośredników, wizę i przelot. Bilety kosztowały nas 2300 Lufthansą, potem słuchając naszych znajomych z polski dowiedzieliśmy się, że zapłaciliśmy najmniej ze wszystkich. 6 czerwca wylecieliśmy z kraju.

Tylko trzynaście godzin zajęła nasza podróż z Polski do USA. Jak na ironie dłużej trwało dotarcie z Nowego Jorku do Williamsburga. Następnego dnia znaleźliśmy się w naszej wiosce studenckiej. Zajmuje ona ogromny obszar i trochę przypomina amerykański motel, z pokojami wychodzącymi prosto na zewnątrz. Jest basen, ogromna łąka i masa dzieciaków z całego świata :). Oczywiście była też i praca. Myśmy pracowali w grach, wg mnie najciekawsze stanowisko w parku. Jako pracownicy, mogliśmy korzystać z wszystkich atrakcji parku w czasie wolnym tak długo i często jak tylko mieliśmy na to ochotę.



Tempesto gdzie wisisz głową w dół


Asia w pracy

Alpengeist

Jedyny na świecie ride z podwójną pętlą

A jakie są te parki? No cóż - ogromne :) Żyć nie umierać.